Wydawać by się mogło, że burger to sprawa dość prosta…jak się jednak okazuje w praktyce jest zupełnie inaczej.

Z zasady jestem życiową hedonistką i jedną z rzeczy, których sobie nie żałuje to dobre jedzenie. Co prawda są tacy, którzy twierdzą, że kłamstwo to wierutne wszak wagę udaje mi się trzymać nienajgorszą ale powiadam Wam – uwielbiam jeść i ostatnią rzeczą na którą zwracam uwagę jest ilość kalorii.

Ale powróćmy do tematu burgerowni. Otóż by znaleźć tą dobrą i tak chyba szczerze – jedną właściwą – musiałam pokonać sporo kilometrów. Tych warszawskich, żeby nie było.

Okazało się, że niebo znajduje się na Kolejowej. Tuż przy 19. Dzielnicy. Nazywa się Bydło i Powidło.

To tam burger nie smakuje po prostu jak zwykła bułka z kawałkiem wołowiny. To tam można zachwycać się jedzeniem przy każdym kęsie a pierwsze odwiedziny gwarantują pełne uzależnienie.

Tak uzależniłam się od ich burgerów, tak uzależniłam się nawet od ich „Fejsbuka” na którym wyczekuje burgera miesiąca! Czym się różnią od innych knajp – po prostu mają smak. Argument ten wydawać mógłby się paranoją, bo niejeden zapyta się która knajpa nie ma smaku? Otóż wiele moi drodzy. Trochę strach się bać ale coraz częściej mam ostatnio wrażenie, że ludzie zapomnieli o istnieniu czosnku, że o soli nie wspomnę.

A w Bydle nie zapomina się o niczym. O odpowiednim wysmażeniu, o domowej bułce, o potężnej ilości przypraw, ale również o nieustannie uśmiechniętej obsłudze. Powiem zupełnie szczerze. Bydło to miejsce gdzie wpada się nie tylko dla pysznego jedzenia ale i dla atmosfery. Niewielka przestrzeń tylko potęguje to poczucie domowego klimatu. Poza tym mają to czego brakuje w Warszawie – nie są przewidywalni. Nie mogę wyjść z podziwu jakie jeszcze opcje burgerów są w stanie wymyśleć. Rekordy biją zupełnie na Nocnym Markecie dopasowując się klimatu danego weekendu. Włosy z głowy prawie rwałam gdy okazało się, że nie ma mnie w Warszawie, gdy ogłosili menu azjatyckie. Tak moi mili – burgery azjatyckie. Raz. Pewnie gdybym była – nie tylko raz.

Ale starczy już. Przepraszam Was, ale…właśnie narobiłam sobie sama ochoty… A w tym miesiącu buger z pastą truflową. Są rzeczy ważne i ważniejsze!

Dobranoc
Życzcie mi smacznego!

 

Paulina Przygoda

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany