Musiałam.

Może nie powinnam zbyt mocno opiniować sytuacji, które dzieją się w Kościele bo bywam tam bardzo rzadko. Tu tylko nadmienię, że nie dlatego, że jestem ateistką. W Boga wierzę, nawet bardzo. W księży i tą instytucję po prostu zdecydowanie mniej.

Ale nie o tym dziś.

Wczoraj, z uwagi na komunię w rodzinie wybrać tam się wypadało. Potulnie, wraz z córką stanęłyśmy sobie przed Kościołem, gdzieś na uboczu i z tej to właśnie pozycji przyszło nam obserwować szereg zjawisk społecznych, a uwierzcie mi było na co patrzeć!

 

Myślałam, że szczytem, przepraszam, że użyje tego słowa – obciachu jest pokaz futer na cmentarzu podczas Święta Zmarłych, jak bardzo jednak mogłam się mylić!

 

Na początku pragnę nadmienić, że nie uogólniam, bo mnóstwo kobiet ma nadal zdrowe podejście. Niestety nie wszystkie. Zdecydowanie duży procent mamusiek zapomina niestety, że Komunia Święta to dla ich dzieci, a w szczególności córek, święto rangi ślubu dla dorosłej kobiety. Dzieci stały się absolutnym tłem dla wylansowanych matek, które zdecydowanie bardziej niż uroczystością przejmują się tym czy ich dziecko robi odpowiednią minę do wynajętego za grubą kasę fotografa.

 

To jednak nie koniec. Godzina 11:00. Ksiądz wychodzi, by wreszcie rozpocząć uroczystość.

80% osób nie zwraca na to uwagi, wszak jest tyle ciekawszych tematów do rozmowy! Gwar jak na straganie. Ksiądz zerka raz, drugi. Nadal biedaczek ma nadzieję, że ludzie zorientuje się, że o ciszę mu się rozchodzi i przy okazji szacunku dla starań dzieci. Skądże znowu. Rozmowom i salwom śmiechu nie ma końca. Ksiądz więc postanawia „wkroczyć do akcji”. Bierze mikrofon i niczym dzieci w przedszkolu ruga zebranych od góry do dołu. Gdybyście widzieli minę wszystkich?! Myślicie w tym momencie, że było im wstyd. Nic z tych rzeczy. Tupnęli nogą, niczym obrażone 3-latki, wzrokiem dając upust swojemu oburzeniu wynikającemu z przerwanych konwersacji.

 

Myślę sobie i bardzo Wam tak dobrze! Myślę – przemówił im choć trochę do rozsądku!

Ale i tu pomyliłam się po raz wtóry! Nie minęło 5 minut, kiedy to nadszedł czas wejścia dzieci do Kościoła. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że dzieci wejść za bardzo nie miały jak, bo przed nimi pchali się, dosłownie – PCHALI ich rodzice, tu znowu niestety z matkami na czele, wszak ciężko ustać ponad godzinę na szpilkach 12-tkach, które ma się sądząc po chodzie pierwszy raz na nogach. Jak taran „poszli” też wszyscy z aparatami, żeby tam im przypadkiem „chwila” nie uciekła. Swoja drogą myślę, że łatwej roboty nie mają bo nie zdziwie się, jak jeszcze w trakcie mszy dostawali prośby o wysłanie pierwszych zdjęć, żeby móc wrzucić je na Fejsika i w kościele się oznaczyć.

 

Żenada, moi drodzy, żenada.

Nie mam słów.

Już wiem, że określenie „Janusze” nie wzięło się znikąd.

Nie będę już nawet wspominać o chorej fali przesadzonych komunijnych prezentów.

Wczorajsza godzina w Kościele wystarczyła mi na tyle, by dziś spędzić ten słoneczny dzień na własnym, osobistym tarasie.

 

 

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany